W Lublinie, dawnym mieście, były dziwy i czary...

W Lublinie, dawnym mieście, były dziwy i czary... (warsztat)

Temat: Edukacja regionalna
Miejscowość: Lubliln
Powiązane przedmioty nauczania:
  • Język polski
  • Wiedza o kulturze
  • Sztuka
Metody pracy
  • Praca w grupach
  • Drama
Autor: Aneta Mastalerz
Czas trwania lekcji: 90 min.
Grupa docelowa (uczniowie): Szkoła Ponadpodstawowa

Streszczenie:

  Zajęcia mają formę dramy/sztuki teatralnej, opartej na fragmentach poezji Józefa Czechowicza. Uczestnicy mają przydzielone role, których uczą się wcześniej. Sztukę można wystawić w szkole lub postarać się o współpracę z lokalnym teatrem.


Cele zajęć:


Cel ogólny

  • Rozbudzanie motywacji czytania i rozwijanie umiejętności odbioru dzieł literackich, a przez nie przybliżanie zrozumienia człowieka i świata. Wprowadzenie w tradycję kultury europejskiej, narodowej i lokalnej.

Cele szczegółowe - Uczeń: 

  • twórczo, emocjonalnie i estetycznie prezentuje fragmenty utworów literackich i tekstów kultury w żywym słowie i w formach teatralnych, kształcąc własny sposób wyrazu;
  • rozpoznaje wartości w utworach oraz podejmuje próby ich oceny na tle własnego świata wartości;
  • kształtuje umiejętność recytacji i posługiwania się różnymi odmianami polszczyzny;
  • potrafi pracować w zespole;
  • samodoskonali się przez pracę umysłową poza zajęciami szkolnymi (pamięciowe uczenie się roli).

 

 


Przebieg zajęć:


Osoby:

Narrator
Czechowicz
Wahl
Król
Recytator 1
Recytator 2
Recytator 3
Recytator 4
Recytator 5
Recytator 6
Osoba I
Osoba II
Osoba III
Lud miejski

Czechowicz
Powolność, spokój, echo niepowrotności czasów sprawiają wspólnie, że po starym mieście chodzimy cicho, poważnie. A chodząc tak, przystając, na piętra, załomy, cienie, napisy patrząc, ani wiemy, kiedy i jak zaczyna do nas mówić dusza starych kątów.
Były czary i dziwy... Słuchajmy...

Recytator 1

Zimowe uroki

Matusiu, Lublin tak srebrny
Twe baśnie mi przypomina
O lotach koni podniebnych,
O czarach lamp Alladyna...

Kościoły w bieli i wieże
W kołpakach, skrzących się w słońcu,
Są jak archanioł, co strzeże
Wrót rajskich na końcu świata...

Zamek jak statek, co w burzy
Utracił ster, żagle i maszty,
Martwo na białej górze
Spoczywa w cieniu swej baszty...

W uliczkach błękitne smugi,
W zaułkach srebrnie i biało.
Na bram i okien framugi
Śnieżnych „baranków nawiało”...

Tak za dnia. A kiedy nocą
Bania uroków tu pęknie
I gwiazdy niebo wyzłocą
- o, matuś – jak będzie pięknie!

Osoba I
O początkach starego Lublina nie wiemy nic pewnego. Już dla kronikarzy dawnego wieku: Kadłubka, Długosza są one czymś odległym, osnutym mgłą legend.
Do najbardziej rozpowszechnionych należy opowieść o sądzie diabelskim.
Posłuchajcie jednak historii zasłyszanej na przedmieściach Lublina wśród ludu żydowskiego.

(legenda - scenka)

Narrator
Za czasów Zygmunta Augusta żył w Lublinie uczony w piśmie, Szot Wahl, człowiek wielkiej nauki i gołębiego serca. Zyskał sobie uznanie nie tylko swoich współwyznawców, ale i całego mieszczaństwa lubelskiego, a nawet sam, bawiący często w Lublinie, Zygmunt August, rad rozmawiał z Wahlem i prośby jego spełniał.

Wahl
Miłościwy Panie, zechciej w niezmierzonej łaskawości swojej wydać pozwolenie na budowę szkoły dla rabinów.

Król
Przedni koncept Wahlu. Azali na czymże jego sentencyja polega?

Wahl
Nazwa jej „jeszywot”, z której to potem niejeden światły rabin wyjdzie i łaskawość oraz tolerancyję pana naszego po wsze okolice i czasy sławić będzie.

Król
Czyńże więc cośmy zamierzyli.

Narrator
I tak Szot Wahl wybudował na Podzamczu wielką synagogę.

(po chwili)

Gdy pewnej nocy lipcowej w 1572 r. doszły wieści o śmierci ostatniego z Jagiellonów, motłoch miejski okrzyknął królem polskim starego Wahla.

Lud miejski
Wiwat! Wiwat! Szot Wahl – król nasz łaskawy! Panuj nam!!!

(Szot siada na tronie, lud wkłada mu na głowę koronę i daje do ręki berło)

Narrator
W triumfie poprowadzono go na zamek przy blasku pochodni, ale już o świcie dnia następnego wojska kasztelańskie usunęły stamtąd „króla jednej nocy”.

(Dwaj strażnicy wyprowadzają Szota z zamku)

W ten oto sposób zakończyło się panowanie żydowskiego monarchy. Otoczony szacunkiem i publiczną życzliwością dożył sędziwego wieku.
(po chwili)

Szot Wahl jest postacią rzeczywistą. Zmarł i został pochowany w Lublinie. Jego grób znajduje się na cmentarzu żydowskim, na górze zwanej „Grodzisko”, wśród grobowców z XVI wieku, z których najstarszy sięga 1541 r.

Czechowicz
Odbudować w wyobraźni rzeczy, których już nie ma i dopełnić nimi obraz rzeczywistości - to piękne zadanie.
Spróbujmy...


Recytator 3

Księżyc w Rynku

W płowej nocy,
po kątach nisz głębokich,
po bram futrynach i okien
załamany,
bez mocy,
cień fijołkowy uklęknie.

Gwiazdy żółte, które lipcowy żar ściął,
lecą - kurzawą - lecą,
firmament w złote smugi marszczą,
za Trybunałem
na ślepych szybach świecą
cichym wystrzałem

Noc letnia czeka cierpliwie,
czy księżyc spłynie, zabrzęknie,
czy zejdzie ulicą Grodzką w dół.
On się srebrliwie rozpływa
w rosie porannej, w zapachu ziół.

Jak pięknie!

Osoba  II
Jest takie zielone miejsce, które wiekowi mieszkańcy grodu nazywali zawsze Farą. Leży ono między ulicami Grodzką i Archidiakońską.
Od wschodu roztacza się piękny widok na Zamek Lubelski, podzamcze i pierścień łąk.
Teraz, kto przyjdzie (...), ujrzeć może wzruszający zarys kościoła, którego nie ma. Jeśli umie wyobraźnią widzieć – z powietrza wyprowadzi sobie na tych fundamentach mury nawy i wieży, i wieńca kaplic.
Niezwykła to była budowla ów kościół farny świętomichalski!

Recytator 4

KOŚCIÓŁ ŚWIĘTEJ TRÓJCY NA ZAMKU

Jeszcze po dniu gorącym szorstki mur nie ostygł;
blanki ten blady wieczór bodą jak osty,
a za wieżą zamkową, w kościoła oknie na płask,
błysnął wodą stojącą księżyca blask.

W ciemnym wnętrzu jest smugą białawego szkliwa.
Nie wiadomo, jak taka barwa się nazywa.
Chodzi, chodzi w ciemnościach
ruchomy światła korytarz,
jakby noc palcem srebrnym wodziła niebieska
po gotyckich łuków smukłości,
po freskach.

Osoba  III

Mało kto wie, że pod Lublinem, jeszcze w końcu XVIII w., na polach między Czechówką a Czwartkiem stała urocza, drewniana budowla, jak to w piosence: kościółek z descułek, a dzwonnica z tarcic...

Recytator 5

Muzyka ulicy Złotej

Niebo odmienia się, choć wieczór nie ścichł,
wiatr jeszcze szepce, nim uśnie.
Niebo fioletem szeleści.
Wiatr - już nie wiatr - uśmiech.

Z ulicy Dominikańskiej śpiew chóru;
dziewczęta chwalą Marię.
Z Archidiakońskiej do wtóru
samotnych skrzypiec arie.

Domów muzyczne milczenie,
złączone z tęczy łukiem,
na czoło kościoła promieniem
opada, jak pukiel.

Czechowicz
A teraz?...

Garść piasku rzuć na wiatr – zagra kolorami. Piach rozsypie się, a każda jego drobinka inna. Wspominki drobne o dawnych rzeczach niech rozpadną się (...). Więc...

Osoba
  I
...Ulice przemianowano. Nie tak się za wieku starego nazywały: Dzisiejsza Bramowa – dawniej Przyrynek. Dzisiejsza Rybna – dawniej Mennicza, Lipowa zwała się Grabową, Namiestnikowska – ulicą Panny Maryi, Królewska – to Przedmieście Korce, Aleje Racławickie zwano ulicą Warszawską.

Osoba II
A jeszcze przypomnieć warto, że podzamcze i herb miało własny: łeb barani bez rogów, pod złotą koroną.

Czechowicz
Ot, drobiazgi, drobiazgi...

Recytator 6

Ulica Szeroka

Chorągiewka na dachu śpiewa.
Pierwszej gwiazdy wypełza pająk.
Latarnie w czarnych drzewach,
kołyszących się,
mrugają.

Osoba  III
Przy kościołach, cmentarzach, jakże wabią oko stare ogrodzenia murowane.
Powierzchnia odwiecznych cegieł szara i chropawa, romantyczne latarnie gazowe bez szyb i świateł, na wskroś przebijane przez wiatr – ileż mają uroku. Nie mijajmy ich obojętnie.


Recytator 2

Cmentarz lubelski

U krańca Lublina czworokąt czarny,
szumem poemat wiatrów skanduje.
Klony, brzeziny, kasztany, tuje
obsiadły wyspę umarłych.
Aleje głuche mamrocą nocą, jak rynny.
Blask blady gwiazdy samotnej opiera się o cień,
o bluszcz, żałobny barwinek,
paprocie.

Czechowicz
Jest w języku ulicy pewien swoisty urok. Pierwszość określenia, świeżość...
Całokształt języka ulicy w Lublinie wraz z jego subtelnościami to zagadnienie zbyt obszerne. Ograniczmy się więc do słownika.

Osoba III

Fary – ojciec
Faroka – matka
Kinder – dziecko
Lipko – oko
Skoki – buty
Taranić się do kiniaka – iść do kina

Czechowicz
Takie błahostki...

(po chwili)
Kiedyś, w sto lat po nas, ze wzruszeniem będą nowi ludzie oglądali ślady naszego czasu. I z pożółkłych gazet, wystrzępionych dokumentów zbierać będą nowe drobiazgi, o ludziach i murach, o rzeczach, których juz nie ma, o duszy starego miasta.

Recytator 6

Lublin nad łąką przysiadł.
Sam był
i cisza.

Dokoła
pagórków koła,
dymiąca czarnoziemu połać.
Mgły nad sadami czarnemi.
Znad łąki mgły.
Zamknęły się oczy ziemi
powiekami z mgły.

Czechowicz
Kochany Lublinie! Kto spędził zaranie młodości w twoich starożytnych murach, ten cię do śmierci pamiętać będzie.